Rosyjska policja. Przygoda w Nowokuzniecku.
May 26, 2014
SYBERIA

 

Żeby czytelnik zrozumiał sytuację, o której będzie mowa, musi najpierw zajrzeć do poprzedniego postu o Nowokuzniecku.

… więc zatrzymuje mnie policjant i mówi: Zatrzymałem pana, ponieważ dostałem informację, że fotografował pan budynek FSB.

Ja: jaki budynek, gdzie?

I  pokazuje mu zdjęcia na aparacie, jedno po drugim. On patrzył uważnie, kazał przewijać do przodu i do tyłu, ale nic nie znalazł bo tych zdjęć po prostu nie robiłem.

On: Hmm…, przejdłºmy do radiowozu, musimy porozmawiać.

Ja: Może lepiej zostańmy tutaj, proszę powiedzieć o co chodzi?

On: Dostałem informację, że fotografował pan budynek FSB.

Ja:  Pokazałem panu wszystkie zdjęcia i nie było tam takich, których pan szuka.

On: Mógł pan je usunąć

Ja: Po co miałbym to robić?

On: Poproszę pana dokumenty. Skąd takie zainteresowanie Nowokuznieckiem?

Ja: Lubie architekturę i wszędzie gdzie jestem w Rosji chodzę z aparatem i robię zdjęcia.

Zobaczył, że nie jestem Rosjaninem i zapytał  mnie, patrząc na paszport: Z jakiego kraju jest ten dokument?

Ja: Z Polski.

On: U kogo pan się zatrzymał?

Ja: U kolegi.

On: Gdzie mieszka?

Ja: Na Pokryszkina

On: Ile?

Ja: Nie wiem (naprawdę nie znalem adresu)

On: Ma pan jego telefon?

Podyktowałem mu. Wykręcił numer i powiedział do mojego kumpla Witji, że robiłem zdjęcia budynkom FSB i żeby przyjechał po mnie na komisariat. Czyli już zdecydował, że tam pojedziemy, nie mając żadnych dowodów, na to, że zrobiłem zdjęcie tego nieszczęsnego budynku.

Wiedziałem, że on ma rozkaz przyprowadzić mnie na komisariat bez względu na to czy ma dowody czy nie, ale z boku wyglądało to głupio i niedorzecznie.

W drodze do “gazika” pytam się, gdzie jest ten budynek, pokazując rękami dookoła. On, nieco zdziwiony odpowiada, że przy jakiejś ulicy Kirowa

Byłem przekonany, że ten budynek znajduje się gdzieś tutaj, na tym osiedlu, dlatego tutaj mnie zatrzymano. Okazało się, że łaziłem sobie pół godziny, a oni mnie śledzili, dopóki nie doszedłem na blokowiska.  Ciekawa sytuacja, gdy się dowiadujesz po jakimś czasie, że ktoś cię śledził.

Potem w domu sprawdziłem, gdzie to w ogóle jest i jak wygląda ten budynek na Kirowa. Okazało się, że stałem obok FSB i rozmawiałem przez telefon. W ręce trzymałem wtedy aparat. Widocznie moje kilkuminutowe łażenie obok płotu, którym była okrążona twierdza rosyjskiego FSB sprowokowało kogoś do rozpoczęcia “operacji” zatrzymania potencjalnego szpiega.

Jedziemy “gazikiem” na komisariat.

Na dyżurce siedzi dwóch policjantów, w wieku około 45 lat.

Jeden wziął mój paszport i zapytał się, spokojnym i lekko cwaniackim tonem: Dlaczego fotografował pan budynek FSB?

Ja: Jaki budynek?

On: Zwykły

Ja: Nawet nie wiem jak ten budynek wygląda i gdzie się znajduje.

On, szukając mnie w bazie danych, powiedział na głos: Nie mam go tutaj (czyli mnie)

Po chwili: Kiedy pan przyjechał do Nowokuzniecka?

Ja; Wczoraj, autobusem.

On: Ma pan bilet?

Ja: Nie, wyrzuciłem go.

On: No to łamie pan prawo (w Rosji trzeba się rejestrować jeśli się jest poza miejscem zamieszkania – dotyczy to również samych Rosjan)

Nie łamię prawa. Wiem, że mogę przebywać trzy dni w innym miejscu bez rejestracji czy meldunku, nie wiem jak to się poprawnie nazywa.

On, kontynuując ze swoją leniwą intonacją: Ale nie może pan tego udowodnić.

Bierze słuchawkę i dzwoni do kogoś. Nie słyszałem co mówił, bo w tym momencie przyszedł mój znajomy Witija, u którego się zatrzymałem. Młody policjant, stojący cały czas obok, zaczął go przepytywać: kiedy przyjechałem ,o której itp. Usłyszałem tylko z tamtej rozmowy telefonicznej pytanie: To co, puścić go?

Po chwili cwaniak z okienka: Ok Ljosza, wełº panów na górę, poucz i zapisz protokół z zatrzymania.

Poszliśmy na górę, do pokoiku w stylu lat 90 – tych, ze starym biurkiem, starą wersalką, małym 14 calowy, szroniącym telewizorem w rogu, starymi ramami okiennymi i dwoma różnymi krzesłami, z czego jedno było chyba zabrane ze szkoły podstawowej (stwierdziłem to po jego rozmiarach)

Przesłuchanie odbyło się w normalnej atmosferze. Witja pisał, zaświadczenie. Policjant Ljosza też. Nawet starał się trochę zagadać do mnie: O! Niedługo ma pan urodziny?

Ja: tak, równo za tydzień. Proszę mi powiedzieć, żebym wiedział na przyszłość, jakich budynków nie wolno fotografować? Chciałem jeszcze dzisiaj w nocy wyjść i porobić zdjęcia, a nie chciałbym drugi raz już tutaj  przyjeżdżać.

On: No… ogólnie to budynki, otoczone wysokimi płotami, dużymi solidnymi ogrodzeniami i budynki administracji miejskiej. Tego lepiej nie fotografować.

Witja się pyta: a co mam napisać oprócz tego, że Marcin przyjechał wczoraj rano i zatrzymał się u mnie.

Policjant: No…, że chodził i robił zdjęcia

Ja: Tylko nie pisz, przypadkiem, że niby zrobiłem zdjęcie tego budynku

Witja: Spokojnie, nie napisze tego.

Policjant: Można jeszcze zobaczyć zdjęcia?

Ja: Jasne.

Daje mu jeszcze raz aparat do rąk i on sam sobie przegląda i znowu ten sam tekst: No nie wiem, mógł pan je usunąć.

Po chwili dodaje: Nie ma pan meldunku tutaj. Powinien pan być w Tomsku, nie może pan przebywać teraz w Nowokuzniecku.

Zabrzmiało to dla mnie jak wyrok z czasów prawa pańszczyłºnianego.

Ja: Mogę przebywać trzy dni poza Tomskiem bez meldowania się. Tak naprawdę może pan to łatwo sprawdzić kiedy przyjechałem i przekonać się, że nie łamię prawa. Wystarczy zadzwonić na dworzec autobusowy w Tomsku. W końcu gdy kupowałem bilet spisywali moje dane paszportowe i sprawdzali przed trasą czy wsiadłem do tego autobusu.

On, z takim lekkim znudzeniem: Nie no jasne, ja o tym wiem… Przeczytam panu co napisałem.

Treść niby mojego zaświadczenia brzmiała, mniej więcej, tak, że przyjechałem do Nowokuzniecka, robiłem zdjęcia tamtejszych zabytków i nie miałem żadnych złych zamiarów.

Podpisałem się i poszliśmy na dół.

Na dyżurce jeszcze poprosili mnie o paszport, żeby go skserować.

Ja do Ljoszy: Jeżeli dobrze rozumiem, to byłem śledzony już od tej ulicy Kirowa?

On, kiwając potwierdzająco głowa, mówi: Tak

Ja, pokazując na swoją czerwoną kurtkę: Aa, no w sumie tak, nie trudno mnie było znalełºć.

On: FSB szybko zareagowało – i dodaję, przechodząc od razu na ty – no sorry (za to zatrzymanie), tak wyszło…

Uśmiechnąłem się, oddali mi paszport i wyszliśmy z Witją z komisariatu.

Przyszliśmy do niego do domu, a jego mama z siostrą śmiały się i żartowały, że byłem zakładnikiem.

Powiedziałem co i jak, na co mama Witji: Teraz to wiem, że nasza władza trzyma rękę na pulsie i wszystko ma pod kontrolą. Teraz jestem o tym na 100% przekonana.

Siostra, stojąca z boku: aha…  a, gdy czasem ktoś się tutaj drze albo tłucze w sąsiedniej bramie, to nie można się na nich doczekać.

Po tej całej niedorzecznej sytuacji doszedłem do wniosku, że służby mundurowe w Nowokuzniecku mają lekki bałagan w głowach i robią więcej szumu niż pożytku w takiej sytuacji.

Dzięki ich operatywności dowiedziałem się, a teraz razem ze mną wszyscy Wy, którzy w tym momencie czytacie ten tekst, gdzie znajduje się i jak wygląda budynek FSB w Nowokuzniecku. Oto on, zdjęcia z Google Maps.

 

Wmawiali mi, że robiłem zdjęcia, ale po przejrzeniu aparatu dali sobie spokój z szukaniem dowodów. Ljiosza potem pewnie napisze w sprawozdaniu, że przejrzał zdjęcia, dowodu nie znalazł. A na dobrą sprawę mógłbym zrobić zdjęcia “tajnemu” budynkowi, skasować, a potem je bez problemu odzyskać.

Ale nie myślcie, że policjanci nie znają się na sprzęcie. Ljosza, który mnie zatrzymał od razu dzwoniąc na centralę zakomunikował im, że ja mam, cytuję: „profesjonalny aparat” :)

Ta cała sytuacja pokazuje niekompetentność ale skuteczność w wykonywaniu poleceń. Był rozkaz przywiełºć mnie na komisariat i Ljosza go wykonał, nie zważając na to, że nie znalazł zdjęć, które były przyczyną zatrzymania.

Warto zauważyć, że miejscowi odbierają taką sytuację pozytywnie i policji pewnie o to chodzi. Przykład mamy mojego znajomego, która będzie teraz święcie przekonana, że państwo dba o ich bezpieczeństwo i nikt się nie prześlizgnie żeby im zaszkodzić.

A jak naprawdę zadbali o bezpieczeństwo? Narobili szumu, wysłali ludzi, którzy byli zupełnie niekompetentni w sprawie, którą się zajmowali. Poza tym stracili tylko czas na taką drobnostkę i jednocześnie zareklamowali budynek, o istnieniu którego nie miałem nawet pojęcia.

Witja to podsumował krótko:  Udają, że coś robią i robią to na pokaz.

Pozdrawiam nowokuznieckiego policjanta Ljoszę. Chłopak był miły i kulturalny. W porządku „Pacan” się okazał.

One Response to Rosyjska policja. Przygoda w Nowokuzniecku.

  1. Marcin Kalita says:

    aaaaaa

Leave a Reply

Your email address will not be published.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>