Autostop. Petersburg – Pietrozawodsk. Biznes na reklamówkach.
March 7, 2013
PETERSBURG - MURMAłƒSK. STOPEM ZA KRąG POLARNY

Sankt Petersburg Murmańsk Pietrozawodsk Karelia autostop Rosja

Z Petersburga wydostaję się po godzinnym błądzeniu tramwajem. Potem idę piechotą. Na wylotówce na Pietrozawodsk przebiegam przez zjazdy i wjazdy drogi głównej. Czuję się jak mrówka, która pomiatana podmuchami wiatru od przejeżdżających ciężarówek i wzbijanego przez nie pyłu, próbuje się wydostać z tego młyna. Po około 40 minutach zaczynam zatrzymywać samochody. Pierwsze pół godziny nic. Idę tyłem z wyciągniętą ręką. Co jakiś czas oglądam się za siebie t. j. do przodu. Odwracam głowę i widzę biały mercedes,  zatrzymujący się na poboczu. Podbiegam, w środku dwóch mężczyzn z Kaukazu. Zabieram się z nimi. Zaczynam rozmowę, ale po kilku słowach zamienionych z kierowcą on włącza i pogłaśnia radio. Wniosek: siedź i nie gadaj. Następne auto. Gazelka – odpowiednik polskiego Żuka. W środku znowu “žKaukaz”. W trójkę gnieździmy się w małej kabinie i przejeżdżamy razem około 50 km. Trzeci samochód – Land Cruiser. Za kierownicą Ormianin z charakterystycznym dużym nosem, ze złotem na szyi i w czarnych dresach. Biznesmen. Zaczynam temat o podróżach, wypytuję go czy dużo jeździ po Rosji. “žJeżdżę i latam w delegacje praktycznie po całym kraju, ale nie zwiedzam. Załatwiam tylko sprawy biznesowe, śpię w hotelach i zamawiam dziewczyny”- mówi. W sumie każde miasto opisuje w ten sposób: “žFajne miejsce i dobre dziewczynki”. Potem jadę średnio po 50 km w różnych autach. Na jakieś 200 km od Petrozawodska, gdy zaczęły się ładne, proste, świeżo odremontowane drogi otoczone lasem zatrzymuje starą, różnokolorową beemkę z zepsutym tłumikiem. Za kierownicą młody gość z fajką w gębie, którą kiepuje pod nogi. Z głośników leci rosyjski hip-hop, w środku brud i kurz wirujący po aucie, widoczny w słońcu przebijającym się przez szybę. Kierowca ma na imię Artiom. Jadę z nim tylko 20 minut  do najbliższej wsi, ale w ciągu tego czasu zdążył mi opowiedzieć, że zarabia na jakichś przekrętach, bo oficjalnie nie jest w stanie znaleźć wysokoopłacanej pracy. A zarabiać musi, bo ma dziecko na utrzymaniu, którego “ždorobił się” po wyjściu z więzienia gdzie, jak sam mówi, przeszedł szkołę życia. Patrząc na to co ma w aucie wnioskuję, że dorabia gdzieś na budowie (bardziej oficjalna praca). Po drodze mówi, że trzeba sobie pomagać (dlatego się zatrzymał), że on jeśli ma możliwość to pomaga ludziom, opowiada coś o swojej żonie, która ma polskie korzenie itd. Mówi o cenie beemki, w której jedziemy (okazja, super tania za 5 tys. w przeliczeniu na złotówki) i o tym, że musi wykombinować pieniądze na nią, bo jest super, a gość od którego ją wziął doprasza się o kasę. Jego lewa ręka leży na kierownicy. Na przedramieniu cała galeria świeżych blizn-kresek. Zajeżdżamy na stację benzynową. Kiep na podłogę pod nogi. Koło auta od razu zaczęło się kręcić paru młodych chłopaków. Okazało się, że obsługują klientów stacji.

Artiom, do jednego z nich: Zatankuj za dwie stówy (20 zł).

Jeden z nich: Kiedy mi oddasz kasę?

Artiom: Dostanę wypłatę i oddam… widziałeś jaką mam furę?

Wchodzimy do sklepiku. On bierze coś do picia i papierosy. Brakuje mu paru rubli. Chce brać na krechę, ale dopłacam za niego.  Wkrótce po stacji benzynowej Artiom skręca do swojej wsi. Wysiadam. Przechodzę przez odcinki remontowanej drogi z ruchem wahadłowym. Po przejściu jednego z takich miejsc zaczynam od razu zatrzymywać samochody, dopóki się nie rozpędzą, bo potem nie będzie im się chciało hamować. Sunie się ciężarówka. Ręka do góry i wsiadam. Kierowca jest Ukraińcem. Ma na imię Siergiej. Przeprowadził się do Rosji pod koniec lat 80 – tych, po odbyciu służby wojskowej. Od wielu lat pracuje na ciężarówkach, ale wcześniej podejmował się różnych zajęć. W czasach periestrojki zarabiał duże, jak na tamte czasy, pieniądze wożąc z Ukrainy na Ural i Syberię dżinsy. Jednak po jakimś czasie doszedł do wniosku, że można zarobić niezłe pieniądze sprzedając kolorowe reklamówki i torby. Zaczął kursować na Syberię, przejeżdżając parę tysięcy kilometrów w jedną stronę z walizką pełną już nie dżinsów, a różnokolorowych foliówek z napisami “žpo amerykańsku”. “žDojeżdżałem do  dworca, np. w Tiumeni i od razu tam na miejscu wszystko sprzedawałem. Taki był popyt na to. Nie musiałem nawet nigdzie iść na jakiś bazar czy do miasta, żeby sprzedać walizkę reklamówek. Wszystko się na miejscu rozchodziło” – opowiada. “žOczywiście nie zrobiło się na tym dużego biznesu, bo mimo, że wypady były bardzo opłacalne, w latach młodości, nikt nie myślał, żeby odkładać pieniądze, żyło się na szeroką stopę” – konstatuje Siergiej. “žTeraz też nie narzekam.  Jeżdżę tirem, nie swoim co prawda, ale i tak dobrze zarabiam. W ogóle w Rosji jeśli chce się przyzwoicie zarabiać, to trzeba przede wszystkim chcieć pracować. Uważam, że praca za normalne pieniądze zawsze się znajdzie”. Po trzech godzinach dojeżdżamy do Petrozawodska, który wita mnie, a po paru dniach żegna, najbardziej dziurawymi ulicami jakie widziałem w rosyjskich miastach.

One Response to Autostop. Petersburg – Pietrozawodsk. Biznes na reklamówkach.

  1. binio says:

    “w Rosji jeśli chce się przyzwoicie zarabiać, to trzeba przede wszystkim chcieć pracować”
    I to jest chyba cała prawda o Rosji, w której możliwości pracy jest wiele, również dobrze płatnej. To samo ciągle powtarza mi teść. Pracuje z nim kolega, jako kierowca autobusu szkolnego i ciągle narzeka, że mało zarabia (na polskie ok 1700zł). Ale ich praca to przywiełºć i odwiełºć dzieciaki, w sumie maks. 3 godz. dziennie. Teść mu mówi, jesteś młody, idłº do kopalni jako kierowca, dostaniesz swojego biełaza i będzie zarabiał 4 tyle. Odpowiedłº “nieee bo tam trzeba 5 dni w tygodniu po 8 godzin harować” by po chwili dodać jaka w tej Rosji chu**a bo się mało zarabia :)

Leave a Reply

Your email address will not be published.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>