Ojmiakoński meteorolog i jakuckie delikatesy.
February 4, 2013
OJMIAKON - BIEGUN ZIMNA

WALERY – METEOROLOG.

Ojmiakon Biegun Zimna Jakucja autostop Rosja

W Ojmiakonie mieszkam w domu meteorologa, Walerego Winokurowa. Mierzy on temperaturę powietrza oraz poziom wody w przepływającej nieopodal rzece – Indigirce. Miejscami woda w niej nie zamarza nawet, gdy temperatura spada do – 55 °C. Ta anomalia przyrodnicza jest poniekąd fundamentem nazwy wsi – po jakucku Ojmiakon oznacza niezamarzającą wodę. Walery, jak większość Jakutów, ma rosyjskie imię i nazwisko. Każdego dnia o 8 rano i 8 wieczorem wychodzi do swojego ogródka gdzie stoi biała budka meteorologiczna. Temperaturę zapisuje na papierze w specjalnych tabelach. Raz w miesiącu, tradycyjna pocztą wysyła je do pobliskiego centrum, 500 km od wsi. Walery nie ma internetu. Zero elektroniki. Dokładność zapisywanych temperatur, to wynik jego uczciwości i sumienności. Dom meteorologa, w którym mieszka wraz z żoną i synem składa się z 3 – ech pokoi, kuchni, dużego przedsionka (z temperaturą jak na zewnątrz, gdzie stoi wyłączona, otwarta na oścież lodówka, a na niej leży zamrożony kawał półtuszy a obok na wersalce twardy jak kamień pęk ryb) oraz z łazienki. W łazience (na powierzchni 2 m2) stoi 200 – stu litrowa beczka z roztapiającymi się bryłami lodu, które Walery uprzednio wycina z zamarzniętej rzeki. Lodowatą wodę nalewa się do plastikowego zbiornika nad umywalką. Pomiędzy beczką a umywalką znajduje się odchylana w podłodze deska – toaleta. Dla urozmaicenia do beczki przywiązany jest młody pies Walerego, żeby nie marzł w zimowe jakuckie noce i przy okazji umilał czas spędzany na “žkąpieli” nad zlewem.

Ojmiakon Biegun Zimna Jakucja autostop Rosja

Ojmiakon wygląda jak rozrzucona wioska z wysepkami sosnowego lasu. W centrum, naprzeciwko budynku administracyjnego (gdzie można “žkupić” certyfikat potwierdzający pobyt na biegunie zimna wraz z ukazaniem temperatury panującej w dniu odwiedzin) stoi sklep. Jest to najzwyczajniejszy dom z dwoma oknami i blaszanymi drzwiami pomiędzy nimi, jedynie napis nad wejściem daje do zrozumienia, że nie jest to budynek mieszkalny. W środku pod względem asortymentu typowy sklep geesowski; można tam kupić chleb, kiełbasę, mleko, proszek do prania, metalowe wiadro, miotłę, ceratę itd. “žNa kasie” obok kalkulatora leży liczydło. Na podłodze stare, miejscami sterczące i postrzępione, czarne od brudu linoleum. Ceny iście moskiewskie, za litrową butelkę wody mineralnej płacę 60 rubli (6zł).

STROGANINA I PATROHA CZYLI JAKUCKIE DELIKATESY.

Przychodzę ze sklepu do domu Walerego. Zachodzę do lodowatego przedsionka i patrzę na leżące na wersalce zamrożone ryby. Takie ryby struga się nożem od góry do dołu tak ja struga się kawałki drewna na rozpałkę, pocięte zamrożone rybie mięso przypomina wtedy grube wióry. Coś jak kora brzozowa wijąca się jak rulon papieru. Stroganinę (bo o niej mowa) można jeść z solą mocząc ją jak frytki w keczupie albo bez. Otwieram drugie drzwi, te za którymi już jest ciepło i od razu uderza mnie zapach fekalii. Walery gotuję wnętrzności (patroha), chyba konia. Dla większości Jakutów jest to przysmak. W całym domu czuję tylko ten (dla mnie) smród. Po paru godzinach Walery przychodząc do kuchni częstuję stroganiną i jakuckimi lodami, które sam wcześniej zrobił i następnie położył na wspomnianą lodówkę do przedsionka, żeby zamarzły. Potem przynosi w garnku flaki i pyta się: “žChcesz spróbować? Do znajomego przyjechali turyści i prosił mnie, żebym trochę dla nich ugotował” Mając w pamięci degustację wnętrzności karasia z poprzedniej nocy i czując specyficzny zapach roznoszący się po całym domu, grzecznie dziękuję i odmawiam.

Leave a Reply

Your email address will not be published.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>