Autostop. Marynarz bez prawka za kierownicą tira i herbata o zapachu potu.
January 21, 2013
KOłYMSKI TRAKT

Trakt Kołymski Jakucja  Biegun Zimna autostop Rosja

Ostatni 500 kilometrowy odcinek do Bieguna Zimna zaczyna się od godzinnego marszu po drodze. Dopiero po tym czasie udaję mi się zatrzymać pierwsze auto – Kamaza z węglem. Jego kierowca jest rozmowny, jedzie spokojnie, pali, zadaje pytania i odpowiada na moje. Regularnie zagląda w boczne lusterko (coś mu tam stuka w tylnym kole) Z całej rozmowy z nim zapamiętuję, przede wszystkim to, że  z zawodu jest pomocnikiem kapitana i pływa po Lenie (rzece) barkami i statkami towarowymi. Robi to latem a poza sezonem rzecznym (czyli 8 miesięcy w roku), jak sam mówi, “ždorabia sobie” jako kierowca wożąc po 25 ton węgla ciężarówkami, na które nie ma prawa jazdy. Gdy się go pytam: “žA co z policją?” (wiem, że pytanie jest głupie, bo tam w ogóle na drodze nie ma policji i w ogóle na odcinku następnych 300km nie ma praktycznie niczego), odpowiada: “žZnam tutaj dróżki i jeśli policja się pojawia, to ją omijam”. Dowozi mnie do miasteczka Tjoplyj Kljucz i od tego momentu zaczynają się góry, wiatr i prawdziwe pustkowia. Następnie 40 km podjeżdżam w jeszcze jednej ciężarówce, ale wkrótce ona skręca na Wierochojańsk (konkurent Ojmiakonu w bitwie za miano najzimniejszego miejsca na ziemi) i znowu idę piechotą. Po półtorej godzinie ciszy na drodze, zatrzymuję się; widzę ciekawy widok (przerzedzone czarne drzewa na tle białych gór), myślę: zrobię zdjęcie, stoję, przymierzam się i słyszę nagle szum przejeżdżającego auta. Nie zdążyłem nawet machnąć ręką. Idę dalej. Pół godziny później zatrzymuję pierwszy przejeżdżający samochód. “žDzień dobry, nie podrzuci mnie Pan trochę, chcę się dostać do Ojmiakonu?” – pytam się mężczyzny o azjatyckich rysach twarzy, opuszczającego szybę w swoim aucie.
“žSkąd jesteś” – pyta.
Ja: Z Polski.
On: Wsiadaj!
Siadam i słyszę od niego: “žA paszport można?”
On, oglądając mój dokument i upewniając się, że jestem obcokrajowcem, zaczyna: Fartnęło ci się, jadę prawie do samego Ojmiakonu.
Prawie, jak się później okazało, znaczyło do sąsiedniej wsi – Tomtoru (30 km od Ojmiakonu). Czyli naprawdę prawie.

Trakt Kołymski Jakucja  Biegun Zimna autostop Rosja

Trakt Kołymski Jakucja  Biegun Zimna autostop Rosja

Trakt Kołymski Jakucja  Biegun Zimna autostop Rosja

Droga z prostej i szerokiej robi się wąska i kręta, urozmaicona jeszcze potem wieloma zjazdami i podjazdami. Oprócz nas dwóch, w samochodzie jedzie jeszcze czarny szczeniak, który albo łazi nam po plecach, albo śpi na kolanach, albo siedzi w kartonie z tyłu. “žNowy” kierowca ma na imię Denis. Jest Jakutem,  zajmuje się turystyką w Ojmiakonie i hodowlą jakuckich koników (krępych, małych i bardzo odpornych na niskie temperatury). Pełni też, w obwodzie (ulusie) gdzie mieszka, funkcję strażnika przyrody. Szczegółów tej pracy nie znam. Przy sobie mam dwa snickersy i wodę mineralną. Częstuję go jednym batonem. Przejeżdżamy po wąskim odcinku drogi. Z lewej strony mamy skalną ścianę, z prawej przepaść. Na zakręcie w zaspie leży porzucona przyczepa z rozsypanym wokół niej węglem. Denis: “žZa coś takiego to bym od razu dawał mandat”. Po chwili, dojadając snickersa, uchyla szybę i wyrzuca papierek przez okno. Gdy zbliża się wieczór robi się zimniej. Zatrzymujemy się na drodze. Wysiadamy, dajemy szczeniakowi chwilę oddechu. Denis do mnie: “žPachnie już Ojmiakonem”. Wsiadamy z powrotem do auta. Denis zaczyna częstować jedzeniem, wykłada to co ma, czyli kiełbasę, keczup, konserwę rybną i bagietkę. Kładzie to na deskę pomiędzy nasze fotele, zaczyna kroić i mówi: “žBierz jedz, nie krępuj się”. Po 15 minutach: “žBierz jeszcze, musimy to wszystko skończyć,  jak nie będziesz jeść to może zostać to odebrane jako brak szacunku do osoby, która cię częstuję – to tak na przyszłość ci mówię”. Zapada noc a końca drogi nie widać. Raz lub dwa w ciągu godziny mijamy się z przejeżdżającymi z naprzeciwka autami – droga jest pusta. Po paru godzinach dojeżdżamy do jedynej w tamtym rejonie stacji benzynowej i baru. Zatrzymujemy się. Słyszę od Denisa: “žChoć, napijemy się czegoś gorącego”. Obsługa (dwóch mężczyzn), są jego kumplami. Wchodzimy do środka. Wystrój nie ma nic wspólnego z barem. Przy ścianach stoją resztki jakichś szafek, gdzieś rzucone w kąt stare krzesło, wiadra, kanistry i masa  walających się po całym pomieszczeniu rupeci. Chyba trafiliśmy na remont.  Chodźcie na herbatę – mówi jeden z nich. Wychodzimy “žz baru” i wchodzimy do stojącego obok prostokątnego domku, który jest najzwyklejszym barakiem z uszczelnionymi, żółtą pianką, oknami i trzema łóżkami.  Na jednym z nich stoi telewizor, a pod nim śpi duży wilczur. “žSerwis stacji” częstuje nas herbatą. Pijemy ze szklanek musztardówek. Problem tylko w tym, że ta, z której ja piję tak śmierdzi potem, że muszę myśleć o czymś innym, żeby  móc przełykać gorącą herbatę, której zresztą oryginalnego zapachu już nie czuję. Denis pije szybko, a ja nie dość, że nie nadążam, to jeszcze mam problem, żeby nie czuć “žaromatu”  i staram się nie oddychać, gdy przykładam usta do szklanki. Napawało mnie obrzydzeniem tylko to, że nie wiedziałem kto i co pił wcześniej z tej szklanki, a o jej konkretnym umyciu to chyba nawet nie mogło być mowy. Smaczku tej całej sytuacji dodawał fakt, że jeden z mężczyzn kucając przy stole, co chwilę wciągał swój katar i wszystko co mu zalegało w nosie przez gardło i to połykał. Męczyłem się tak z 15 minut. To była zdecydowanie najgorsza herbata jaką w życiu piłem.

Trakt Kołymski Jakucja  Biegun Zimna autostop Rosja

Trakt Kołymski Jakucja  Biegun Zimna autostop Rosja

Do Tomtoru zostało ponad 100 kilometrów. Droga zmienia się w wyboistą jednokierunkową ścieżkę czasami ogrodzoną gęstym płotem drzew, czasem otoczoną ciemnym bezmiarem śniegowych przestrzeni. Miejscami tylko rozszerza się, tworząc swego rodzaju parkingi, dla innych aut, żeby mogły się bezkolizyjnie wymijać. Zazwyczaj na tych poboczach zatrzymują się ciężarówki wożące węgiel do nielicznych wsi, leżących nieopodal tej “žtrasy”. Wg. Denisa kierowcy wożący węgiel piją na takich parkingach, żeby nocą nie spać za kierownicą i żeby jak najszybciej dojechać do celu. Mijamy się nawet z jednym Kamazem. “žWidziałeś jak gazował – słyszę od niego – na sto procent coś pił”. Droga jest coraz gorsza tzn. coraz bardziej wyboista. Denis po jakimś czasie zwraca się do mnie: “žOpowiadaj coś, bo oczy mi się zamykają”. Zaczynam gadać o podróżach, prawie krzyczę, żeby go pobudzić, od gorącego nawiewu gardło mi przeschło. Co trzecie moje słowo Denis wtrąca no, aha, ok, tak, ehe itd. –  stara się nie zasnąć. Zatrzymujemy się jeszcze raz, szybki “žspacer” ze szczeniakiem i do samochodu. Po pierwszej w nocy dojeżdżamy do Tomtoru. W domu na Denisa czeka rodzina. łšwiętują urodziny jego babci. W środku jest ponad 15 osób, przedstawiciele kilku pokoleń. Przyjmują mnie miło lecz z zauważalnym dystansem. Częstują sałatkami, herbatą, wódką, mięsem źrebaka, kumysem (pije go s ogromnej szklanej misy) i rybą. W tym wypadku upieczonym karasiem, którego trzeba zjeść wraz z wnętrznościami, specjalnie do tego ma nacięty brzuch. Flaki jakoś zjadłem, ale Denis, trzymając w rękach rybę, zachęca mnie: “žTeraz jeszcze głowa – wywraca ją jakoś na lewą stronę i przed włożeniem do ust dodaje – to jest to, spróbuj!”. Patrząc na to i czując jeszcze w ustach posmak rybich wnętrzności zaczyna mnie trochę mdlić i głowy już nie daję radę zjeść. Za oknem zrobiło się zimno. -48 °C mówi żona Denisa. On wstaje i idzie zapalić. Jak się okazało wyszedł z domu żeby zapalić, ale bynajmniej nie na dwór tylko do auta, które stało na podwórku całą noc z włączonym silnikiem, żeby nie zamarzł. Przyjęcie szybko się kończy. Czas na odpoczynek. Początkowo miałem nocować w samochodzie, ale Denis postanowił, że mogę spać w domu, w kuchni, na wąziutkiej ławce stojącej obok stołu. Kuchnia i dwa duże pokoje, w których śpią wszyscy zebrani tego dnia na jubileuszu staruszki, to w zasadzie jedno ogromne, połączone pomieszczenie. Pospałem parę godzin i o 7 rano wstałem obudzony przez krzątaninę solenizantki w kuchni. Wypiłem herbatę, posiedziałem przy śniadaniu ze wszystkimi, podziękowałem za gościnę, pożegnałem się i poszedłem w kierunku Ojmiakonu, do którego zostało 30 km.

Trakt Kołymski Jakucja  Biegun Zimna autostop Rosja

Trakt Kołymski Jakucja  Biegun Zimna autostop Rosja

Trakt Kołymski Jakucja  Biegun Zimna autostop Rosja

Trakt Kołymski Jakucja  Biegun Zimna autostop Rosja

Trakt Kołymski Jakucja  Biegun Zimna autostop Rosja

Trakt Kołymski Jakucja  Biegun Zimna autostop Rosja

Trakt Kołymski Jakucja  Biegun Zimna autostop Rosja

One Response to Autostop. Marynarz bez prawka za kierownicą tira i herbata o zapachu potu.

  1. Darek says:

    Pozdrowienia. Czekam na więcej.

Leave a Reply

Your email address will not be published.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>