Doba w drodze w kabinach maszynistów
December 11, 2012
BAM. POCIąGIEM W POSZUKIWANIU MROZU.

BAM Kolej Bajkalsko-Amurska podróż w lokomotywach

Godzina 10 rano. Piękny wschód słońca nieopodal najbardziej wysuniętej na północ pustyni na ziemi tzw. Czarskiye Pyaski (ros. Чарские пески). Po średnio przespanej nocy wychodzę na stacji końcowej w Nowej Czarze. Jest -40 °C, odczuwam to od razu po wyjściu z wagonu. Broda, którą zapuściłem specjalnie w celu ochrony przed zimnem, z czarnej od razu robi się biała, w pierwszej kolejności dookoła ust, ponieważ wydychane powietrze momentalnie zamienia się w szron. W informacji pytam o najbliższy pociąg do Tyndy, czyli do miasta skąd miałem zamiar zacząć podróż autostopem, dowiaduję się, że najbliższy jest za półtorej doby. Informują mnie również o tym, że za 7 h będzie pociąg, który dowiezie mnie do stacji oddalonej o 120 km w kierunku Tyndy (gdzie nie ma zasięgu żadna sieć komórkowa), ale dotarcie tam nic mi nie da, więc od razu odrzucam taki wariant. Długo się nie zastanawiając wychodzę z dworca i podchodzę do pierwszego napotkanego pracownika kolei, aby dowiedzieć się skąd odjeżdżają pociągi towarowe. Po BAMie jeżdżą przede wszystkim pociągi towarowe, stąd taka mała ilość pociągów osobowych czy międzymiastowych (podmiejskimi ich nazwać raczej nie można ze względu na zbyt duże odległości między miastami). Idę tam gdzie mnie pokierowano. Wchodzę do jednopiętrowego budynku, korytarz pusty,  w środku panuje cisza. W gabinecie na końcu korytarza, widzę gościa siedzącego za biurkiem. Przechodzę przez jedno pomieszczenie do drugiego, drzwi są wszędzie pootwieranie. W gabinecie siedzi Metys, lat 35. Podchodzę do niego i zaczynam opowiadać o tym, że celem mojej podroży jest przeprowadzenie badań językowych i że zbieram materiały do napisania artykułu o ludziach pracujących na BAMie . Dla większej wiarygodności pokazuję mu 2 dokumenty: zrobioną przeze mnie na komputerze legitymację dziennikarską oraz prawdziwe dokumenty z uniwersytetu i Instytutu Polsko-Rosyjskiego z dużymi pieczątkami. Tworząc moją legitymację dziennikarską dużo miejsca udzieliłem fladze Unii Europejskiej bo na Rosjan działa to jak magnes i wzbudza zainteresowanie, pozostałe dokumenty mają duże pieczątki. Rosjanie to lubią i szanują, są przekonani, że im więcej i im większe pieczątki, tym poważniejszy dokument trzymają w rękach. Po powierzchownym sprawdzeniu moich “ždokumentów” bierze telefon i dzwoni do jakiejś Natalji Wasiljewny, która mówi mu, że najbliższy pociąg towarowy odjeżdża za 10 minut. Metys wstaje, podchodzi do okna i patrząc w moją stronę woła: “žho no tu”. Wskazuje mi palcem na szereg trzech zestawów, z których środkowy jest moim potencjalnym środkiem transportu. Dziękuję mu i wychodzę. Idę tam, przechodzę pod wagonami. Patrzę w lewo i w prawo. Po obu stronach to samo: morze cystern, platform, wywrotek. Idę dalej 100 metrów przede mną dwóch gości w pomarańczowych kamizelkach plombują wagon. Zbliżam się do nich, nic nie mówię. Jednak jeden z nich obserwuje mnie już od dłuższego momentu. Nic dziwnego, brodaty gość kręci się tam, gdzie obcym wstęp jest wzbroniony. Pierwsze skojarzenie, które najprawdopodobniej przyszło mu do głowy, to myśl, że jestem kaukaskim terrorystą. Władze rosyjskie sporą wagę przykładają do szkoleń antyterrorystycznych i propagowaniu bezpieczeństwa na dworcach. Na każdym z nich są bramki ostrzegawcze przez które muszą przechodzić pasażerowie ze swoim bagażem, ochrona kolei ma prawo sprawdzić każdego kto wzbudza podejrzenie. Podchodzę bliżej, mężczyzna w pomarańczowej kamizelce stonowanym głosem mówi: “žStraż ochrony kolei, co Pan tutaj robi?” Wyciągam z kieszeni i pokazuję mu ten sam dokument co 5 minut wcześniej.
Kamizelka (tak nazwałem tego człowieka) czyta moje “žpapierki” i pyta: jak Pan się tutaj znalazł?
Ja: Skierowano mnie tutaj ze stacji kontroli pociągów (pomieszczenie z otwartymi drzwiami)
Kamizelka: kto Pana skierował?
Ja: A taki gość, nie wiem jak się nazywał
Kamizelka: Paszport można?
Ja: Oczywiście.
Kamizelka przeglądając paszport: i co chce się Pan przejechać w lokomotywie?
Ja: Tak.
Kamizelka, oddając dokumenty ruchem ręki wskazuje na lokomotywę: droga wolna.

BAM Kolej Bajkalsko-Amurska podróż w lokomotywach

Dochodzę do dużej spalinowej, brudnej i okropnie hałasującej lokomotywy. Jej małe i zabrudzone okienka są tak wysoko, że nie widzę co dzieje się w środku. Unoszę ręce z dokumentami do góry i gdy z okna wyłania się wesoła twarz mężczyzny zaczynam krzyczeć, że piszę artykuł o pracownikach BAMu i czy mogę się z nimi przejechać. Ta sama uśmiechnięta twarz przekrzykując hałas lokomotywy bez zastanowienia odpowiada: “žwskakuj!” Po chwili dodaje: “žzałóż rękawiczki bo sobie odmrozisz ręce na poręczach”. Zaczynam wspinać się po schodkach, otwieram ciężkie i wąskie drzwi, wchodzę do ciemnego pomieszczenia z ogromnym, okrutnie hałasującym silnikiem. Wszystko dookoła czarne od smaru – podłogi, poręcze, ściany. Wchodzę dalej do kabiny. Tam siedzi uśmiechnięty koleś – Erik i jego pomocnik – Dimon. Na początek wymieniamy się standardowymi informacjami, kto kim jest, skąd pochodzi, czym się zajmuje i td. W kabinie jest niewiele czyściej niż w przedziale maszynowym. Erik i Dimon okazują się bardzo miłymi ludźmi. Dimon nawet ustępuje mi swoje miejsce na fotelu, częstuje herbatą zaparzoną w małym elektrycznym czajniczku w całości obklejonym taśmą oraz przyniesionymi z domu blinami czyli naszymi polskimi naleśnikami. Ja od siebie daje to co mam czyli czekoladę.
“žChcesz fotografować?”  pyta się Erik “žotwieraj okno nie krępuj się, kiedy chcesz rób zdjęcia… potem wyjedziemy na taką górkę zatrzymam się i będziesz miał parę minut żeby popstrykać, tam będzie naprawdę niezły widok”. Jedziemy dość wolno ze średnią prędkością 30-40 km na godzinę. Za sobą ciągniemy ponad 50 wagonów. BAM w tym miejscu ma tylko jeden tor. Obok głównego toru od wielu lat budowany jest nowy, miejscami widać zasypane śniegiem, ułożone w sterty szwele jako dowód na to. “žCoś budują” słyszę od Dimona. Krajobraz niezbyt urozmaicony, po obu stronach nasypu przerzedzone drzewka, czarne, wyschnięte. Wygląda to jak zimowa laso-pustynia, a na horyzoncie góry, które stopniowo przechodzą we wzgórza. Droga jest trochę kręta, trochę pod górkę, trochę z górki. Pod wieczór dojeżdżamy do stacji końcowej dla naszego składu. Erik zatrzymuje lokomotywę obok innej, która jedzie dalej w kierunku Tyndy. Zamienia parę słów przez okienka z nowym maszynistą: “žWeźmiecie ze sobą kolesia, podróżnik, z Polski, w porządku gość”.

BAM Kolej Bajkalsko-Amurska podróż w lokomotywach

BAM Kolej Bajkalsko-Amurska podróż w lokomotywach

Po paru minutach siedzę już w innej lokomotywie. Tym razem w tylnej kabinie, plecami do kierunku jazdy. Siadam wygodnie na fotelu i czekam, aż przyjdzie któryś z maszynistów dowiedzieć się kim jestem i co tutaj robię. Po 20 minutach wciąż nikogo nie ma, pociąg rusza. Siedzę i przez okno widzę skład wijących się na zakrętach wagonów na tle fioletowo-różowego nieba i biało-fioletowych wzgórz. Przysypiam. Po półtorej godzinie do kabiny wpada dwóch gości. Na początku pomyślałem, że są to zmiennicy maszynistów, ale zaraz potem okazało się, że są to zwykli ludzie, którzy wracają z pracy do domu. Na “žnormalny” pociąg trzeba czekać dobę, co nie wydaje się zbyt optymistycznym rozwiązaniem, biorąc pod uwagę pozamykane stacje i czterdziestostopniowy mróz. Dojechać w lokomotywie nie zawsze się udaje, wszystko zależy od maszynisty. Za przewóz stopowiczów są kary, a ludzie nie chcą tracić pracy na BAMie, bo całkiem nieźle tu zarabiają. Jeden z nowych pasażerów nic nie mówi, ma słuchawki w uszach, co jakiś czas odpala papierosa i bez przerwy wpatruje się w czarną szybę. Drugi jest znacznie bardziej rozmowny. Mamy jeden fotel i siedzimy na nim na zmianę. Koleś jest dość pogodny zaczyna mi pokazywać swoje filmiki na komórce, w których występuje w roli głównej nago w czasie “žkąpieli” w nie do końca zamarzniętej rzeczce przy temperaturze –38. Przy czym na 2/3 filmu nie było nic widać, bo przy nagrywaniu nie mógł on ustawić odpowiedniego kadru. Potem, dla większego urozmaicenia, recytował swoje wiersze o życiu. Całkiem przyjemnie się tego słuchało. Tak przejechaliśmy 2 godziny. Stacja. Następuje zmiana składu maszynistów. Mało rozmowny wychodzi z lokomotywy. Zostało nas dwóch. Do Tyndy jeszcze jakieś 350 km., więc jak dobrze pójdzie, to za 10 godzin dojedziemy. Ogólnie nie jest tak źle. Każdy ma gdzie siedzieć, więc z dobrymi humorami czekamy na start pociągu. Siedzimy, gadamy ale po 20 minutach wchodzi chłopak z dziewczyną. Nie witają się. Od niego śmierdzi wódką, widać, że jest lekko wcięty, ma głupkowate spojrzenie zmieszane z lekkim rauszem, po niej nie widać czy jest pijana, po prostu nieruchomo stoi przy nim. Po pięciu minutach wsiada jeszcze jeden gość. Trzeźwy. Też wszedł bez słowa i stanął.  Zrobiło się ciasno i już nie było tak wesoło. W  pięcioosobowym składzie w kabinie 2.5×1 metr jedziemy przez 11 godzin, cała noc, aż do samej Tyndy. Podróż okazuje się nie łatwa . Zamulony gość, który wsiadł z dziewczyną nie dość, że jest wypity, to jeszcze co 20 minut jara fajkę, nie otwierając przy tym okna. Uciec nie ma dokąd, bo za nami są pomieszczenia z ogromnym silnikami, których hałas jest nie do zniesienia. Ja stoję – “žtrzymam wartę”. Na naszym wspólnym fotelu śpi mój zmiennik, pływak-poeta. Ja w tym czasie patrzę w szybę, ale nic nie widzę oprócz swojego odbicia w czarnym szkle, nie widzę nawet drogi jaką pokonujemy. Czasem przykucam, żeby dać odpocząć nogom, mp3 – ujka mi siadła więc nie ma czym przerwać tej monotonii. Patologiczna para śpi wtulona w siebie na krześle  maszynisty, jeden chłopak śpi obok deski rozdzielczej (spał tam dzięki wyrozumiałości pływaka – poety, który zdecydował, że “žleżanka” obok deski rozdzielczej należy do niego tej nocy, ponieważ nazajutrz czekają go egzaminy). A ja w tym czasie na zmianę z pływakiem-poetą stoję albo siedzę, mamy jedno krzesło i zmieniamy się co 2 godziny. Parę razy w ciągu nocy przychodził pomocnik maszynisty z tamtej (prawidłowej) strony. świecił latarką na zegary i wychodził. Przyszedł też na początku podróży, kiedy jeszcze nikt nie spał . Podszedł sprawdził zegary, obrócił się dwa razy, wzrokiem ogarnął całą kabinę i zapytał mnie:
Co, podróżujesz?
Ja: Tak, jeżdżę trochę tu i tam.
Parę sekund ciszy.
On: Dokąd jedziesz?
Ja: Do Jakucji.
Cisza.
On, wyciągając słonecznik z kieszeni: chcesz?
Ja: Nie dzięki.

Długo się nie zastanawiając, nikogo więcej nie częstując, poszedł do siebie.
I znowu czarna szyba-lustro i żółte usypiające oświetlenie w kabinie.

Tak zleciała mi cała noc. Rankiem zaczęło się przejaśniać. Około 10 rano dojechaliśmy do dworca w Tyndzie.

Zimowy krajobraz BAM Kolej Bajkalsko-Amurska podróż w lokomotywach

Zimowy krajobraz BAM Kolej Bajkalsko-Amurska podróż w lokomotywach

Zimowy krajobraz BAM Kolej Bajkalsko-Amurska podróż w lokomotywach

BAM Kolej Bajkalsko-Amurska podróż w lokomotywach

Zimowy krajobraz BAM Kolej Bajkalsko-Amurska podróż w lokomotywach

Zimowy krajobraz BAM Kolej Bajkalsko-Amurska podróż w lokomotywach

One Response to Doba w drodze w kabinach maszynistów

  1. четкая статейка

Leave a Reply to Андрей Cancel reply

Your email address will not be published.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>