Kino w plackarcie i polski szpieg
December 9, 2012
BAM. POCIąGIEM W POSZUKIWANIU MROZU.

Plackarta Tynda BAM Kolej Bajkalsko-Amurska

Wracając z Jakucji jadę w plackarcie relacji Tynda-Tajga. Tajga jest małym miasteczkiem położonym na szlaku kolei transsyberyjskiej. Jak to bywa zazwyczaj w różnego rodzaju komunikacji, nigdy się nie wie na kogo można trafić. W wagonie, w którym jadę większość pasażerów to stróże pracujący w Jakucji na zmiany (np. 2 miesiące pracy – 2 odpoczynku w domu). Ludzie ochraniając różnego rodzaju budowy, zakłady itp. zarabiają w ciągu dwóch miesięcy tyle, ile zarobili by w innych częściach Rosji pracując pół roku. Przyjeżdżają do pracy z odległych (dla Jakucji) rosyjskich regionów: przede wszystkim z Uralu i Syberii. Jednak spora część z nich ma zwyczaj przepijać zarobione pieniądze w drodze powrotnej. Przepijać, znaczy tracić pieniądze nie tylko na alkohol. Pijanemu w plackarcie można sprzedać praktycznie wszystko. Wiedzą o tym konduktorzy wagonu (sprzedający ukradkiem alkohol i potem nierzadko uspokajający swoich wypitych pasażerów) i sprzedawcy chust, wełnianych swetrów, skarpetek, zabawek, i pop zbierający datki na cerkiew (przypadek z Ukrainy) i oczywiście cyganie, którzy oferują takie modele motoroli, nokii czy samsunga jakich w planach nie mieli nawet projektanci tych korporacji.  Trzon pijackiej ekipy jedzie do Jekaterynburga – stolicy Uralu. Połowa z nich kupiła “žcygańskie” telefony żeby po 20 – stu minutach od czasu zakupu zorientować się, że coś tam nie działa albo czegoś brakuje, albo po prostu doszli do wniosku, że tak naprawdę telefon nie jest im potrzebny. Zaczęły się kłótnie i wyzywanie z dziarskimi cygankami, ale na szczęście na tym się skończyło. Część pijaczków wysiada po drodze, tym samym ustępując miejsca nowym pasażerom. Niektórzy z nich wysiadają w nocy, budzeni przez konduktora. Często nie mogąc pojąć co się dzieje wychodzą, zapominając o swoich rzeczach. Po jednej takiej nocy naprzeciwko pod stołem leżą buty gościa, który cały czas chodził w skarpetkach nawet do toalety i na swojej stacji wysiadł w takim samym stroju (za oknem luty), a na półce, na górze sweter i pasek od spodni zostawione przez jego kumpla doprawiającego się wcześniej piwem po kilku dniach imprezowania. Miejsce pierwszego zajmuje gość (na oko 40 lat) z żoną. Siedzą zagadują do sąsiadów. On czasem “žwypija sobie” ukradkiem, z głową skierowaną do okna. Nie jest pijany, zachowuje się przyzwoicie. Pod wieczór, gdy za oknem jest ciemno i rozmowa z sąsiadami się rozkręciła, nowy pasażer mówi: “žNo to co, może jakiś film obejrzymy?” Nie czekając na odpowiedź wstaje, z górnej półki ściąga karton, rozrywa nożem taśmę i wyciąga 14 – sto calowy telewizor. Z tejże półki ściąga torbę zapchaną filmami dvd i odtwarzaczem. Z kartonu po telewizorze, ze sterty ciuchów spełniających w nim funkcję styropianu wyciąga jeszcze przedłużacz i ciągnie go prawie przez cały wagon do kontaktu obok toalety. Rozłożył swój jarmark, ale ze względu na niskie napięcie ani dvd ani tym bardziej telewizora nie udaje się odpalić. Parę razy próbuje, aż w końcu przychodzi konduktor wagonu grożąc, że jeśli tego nie schowa to wezwie ochronę. Zrobiłem w tym czasie parę zdjęć. “žKinoman” to zauważył. Rozczarowany trochę nieudaną próbą obejrzenia filmu, składa wszystko z powrotem do kartonu. Posprzątał i siadł naprzeciwko mnie. Z jedną nogą zarzuconą na druga, oparty o ściankę siedząc tak w kapciach i dresach, pyta (a dokładnie upewnia się, bo słyszał moją wcześniejszą rozmowę z innymi) jak mam na imię, skąd jestem, co robiłem w Jakucji itd. Gdy usłyszał, że pojechałem do Ojmiakonu autostopem, żeby poczuć mróz i zrobić sobie zdjęcie na tle napisu Biegun Zimna, chwilę pomilczał i w tej samej pozycji zaczął stonowanym, nawet trochę leniwym, głosem: “žNiedawno w telewizji widziałem wystąpienie Putina, który jasno powiedział, że naszego złota ani diamentów z Jakucji nikomu nie oddamy”

Ja: Ok.

On: Ja, oczywiście, mogę się mylić (że niby jestem szpiegiem), ale ani złota, ani diamentów nie oddamy nikomu. Możesz mówić, że przyjechałeś żeby sobie pojeździć i porobić zdjęcia, ale ja swoje wiem.

Ja: Jasne, ma pan prawo tak uważać, ale dla mnie brzmi to dosyć śmiesznie.

On już nic nie powiedział. A ja zrozumiałem, że dopóki się z tym nie zetknąłem osobiście, to nie miałem pojęcia co to znaczy bardzo prostemu ludowi namieszać w głowie propagowaniem bezpieczeństwa i ostrożności w stosunku do obcokrajowców robiących zdjęcia. Byłem zdziwiony nie tyle tokiem jego rozumowania, co pewnością z jaką przedstawił swój punkt widzenia na mój temat.

Leave a Reply

Your email address will not be published.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>